piątek, 25 września 2009

ze sobą nam raźniej:)

ufff,się trochę narobiłam nad tą rodzinką,kilka dobrych godzin nie moje,chociaż może odwrotnie powinnam to ująć....naoglądałam się czeskich stronek z papierową wikliną i wzięło mnie na amen...syn,jak widzi,że siedzę i slina mi scieka,rzuca tekstem:co mamo,znowu się podekspiasz???,co w wolnym tłumaczeniu oznacza,że szukam nowych pomysłów papierowowiklinowych,tak chyba można to ująć...







czwartek, 17 września 2009

na skarby Pani I.

jak się zapewne domyślacie,kosz został upleciony na dożynkowe szaleństwo....tym lepiej,że nie trafił w jakieś obce łapki...z przyjemnością oddaję go w sprytne rączki Pani I.,w podzięce za wszystko czego się od Niej nauczyłam:))i za to,czego już nie zdążyłam....dziękuję:))



sobota, 12 września 2009

kaczuszka xxx

jakos tak ostatnio poczułam się zmęczona papierową wikliną,hehe,wiem że brzmi to raczej niemożliwie,a jednak.wyciągnęłam worek z jakąś muliną z przeszłości i wyiksiłam taką oto kaczuszkę,która może służyć jako zawieszka na klucze tudzież na komórkę:))w planach mam jeszcze swinki i inne inności.

piątek, 11 września 2009

wróciłam do żywych

ja nie wiem dlaczego przesladuje mnie taka zła passa....czy to tylko mnie,czy większość tak ma.w sumie nie powinnam narzekać,stękać i grymasić.w domu wszyscy zdrowi,relacje małżeńskie jakos chwilowo naprawione....a tu,jak na złość net nie czyni i wcale mu się nie chce czynić.tydzień detoksu netowego to jak dla mnie stanowczo za dużo.ale jestem,jestem cholera,macham do was i uśmiecham się,że w końcu udało mi się wrócić do żywych.dożynki okazały się jednym wielkim niewypałem.pogoda się nie spisała.zimno,wietrznie i bardzo mokro.już nie chodzi o to,że zainteresowanie było żadne,ale jakos tak niesmacznie się czuję po całej tej imprezie.już wcześniej narzuciłam sobie,że nie będę się podniecać i wyobrażać niewiadomo jakiego szaleństwa koszykowego.jak widać gubię się sama w sobie.ale z trzeciej strony patrząc,nie mogę zupełnie przestać wierzyć w siebie bo to już będzie kompletna załamka.także dzielnie się zebrałam i pozamiatałam,żyję,oddycham,cos tam kręcę,mam nadzieję,że zbytnio nie bredzę....no juz dobrze...pokażę,jak wyglądało w całosci moje koszykowe zaplecze:))