sobota, 21 listopada 2009

zrób sobie dzwona:))

jeśli chcesz sobie zrobić papierowo-wiklinowego dzwona musisz przygotować:
-20 papierowych rurek,najlepiej bez nadruku(odchodzi wtedy kłopot z malowaniem)
-butelkę po Kubusiu lub Pysiu(małą,szklaną)
-motyw serwetkowy do wycięcia
-nożyczki
-klej(jak nie masz specjalistycznego,to może być lekko rozcieńczony wikol lub klej magiczny,ważne żeby po wyschnięciu stawałsie przeźroczysty)
-pędzelek do kleju
-lakier bezbarwny
-pędzelek do lakieru
-koralik(może z wdziękiem zastępować dusze dzwona)
-wstążka(będzie pełniła rolę zawieslniczą i podtrzymującą koralik)
-no i rąk para do wyplatania:))

przygotuj na początek cztery rurki i skrzyżuj je tak,aby wyglądały na szczęśliwe:))



jak już masz skrzyżowane rureczki,do raczki weź kolejną,złam ja w połowie i zahacz o któreś z ramion...splot ósemkowy(opisywany juz wcześniej przeze mnie w wyplatanym denku)....jak się kończą rurki dołączamy kolejne i robimy trzy pełne okrążenia...









jak już będziesz miała trzy pełne okrążenia,nałóż swoją wyplatankę na butelkę kubusiową,tudzież pysiową,zgodnie ze swoim kierunkiem wyplatania...dołączając rurki kontynuuj produkcję dzwona:))i ciagnij ku dołowi za osnowowe rureczki,nie za mocno,żeby się nie przedarły,wtedy to roboty lekutko więcej się robi(także z wyczuciem kochane):))












schowaj rureczki,którymi plotłas i te,które pozostały(ładnie wygląda,gdy schowasz każdą rurkę za kolejną),nie wiem,czy wyrażam się jasno,ale może zdjęcia cosik rozjasnią....:))









...no i gotowe można powiedzieć,najgorsze za wami...reszta to już sama przyjemnosć...
poucinaj wszystko co wystaje,będzie ładniej wyglądał no i czysciej oczywiscie...










wyciągnij swoje swiąteczne serwetki,oglądnij je dokładnie...wytnij interesujący cię motyw,im dokładniej to zrobisz,tym efekt będzie lepszy...






porozdzielaj swoje wycięte motywy,zostawiając tylko ten z nadrukiem...reszta się już do niczego nie przyda...



no i kleimy:))nie ma na co czekać...pamiętaj,aby klej rozprowadzać od srodka wyciętego motywu ku brzegom,delikatnie,aby nie uszkodzić serwetki...






mi wyszlo tak:))







teraz wystarczy tylko pociągnąć całosć lakierem bezbarwnym i poczekać aż wyschnie...nie zaszkodzi ,wręcz polepszy,kiedy same naklejone motywy polakierujemy kilka razy...

efekt końcowy wzmocni dołączenie koralika na wstążeczce...
ja zrobię to później bo własnie zauważyłam brak wstążki....
pozdrawiam:))
i życzę pomyslnego dzwonowania...

piątek, 20 listopada 2009

przygotowań świątecznych ciąg dalszy

no i pragnę pochwalić się moją nową świąteczną baryłeczką....zupełnie nie mogę wyobrazić sobie jej zastosowania,chociaż jakby tak do srodka zastosować jakąś folię,to spokojnie można by w niej gwiazdę betlejemską posadzić:))myślę,że ładnie by się komponowało...do kompletu kilka dzwonków jeszcze nie oklejonych bo nadal brak odpowiedniego wzoru świątecznego,myślę że do świąt jeszcze cos znajdę:))no i to z czego jestem najbardziej zadowolona bo z mej głowy wypadło(nie odgapiłam znaczy się nigdzie),choineczka oklejona listkami klonowymi:))





poniedziałek, 16 listopada 2009

przygotowania świąteczne

jeju,jak dawno już nic nie pisałam,aż mi trochę wstyd.tak całkiem to się nie obijałam,cos tam podłubałam,cos rozgrzebałam,inne cos nerwowym ruchem wywaliłam...dzisiaj obiecałam sobie,że przysiądę i zrobię kosza,normalnie się stęskniłam:))nie wiem jeszcze jaki będzie,marzy mi się jakiś inny niż wszystkie,w głowie pustka podpowiada zupełnie nic.ratuje mnie jedynie to,że rurek nie zabraknie...przez te wszystkie dni słodkiego lenistwa,nakręciło się ich sporo.dobrze,że zwyczaj oglądania wieczorem telewizji,wypełniony jest stertą gazet i wciąż powiększającą się liczbą rurek:))marzy mi się jakiś wielki skrzyniowaty kosz,w którym mogłabym upchnąć cały swój warsztat...rozłazi mi się skubany po całym domostwie(znaczy warsztat):))...koniecznie muszę zrobić z tym porządek,tak dłużej nie może być!!!nie wiem tylko,czy starczy mi zapału do takiej rozciągłej dłubanki:))
póki co powstały dzwonki,więcej czeka na malowanie i ozdabianie:))



środa, 4 listopada 2009

szydełkowo...

może cud,miód i maliny to to nie jest,ale jeżeli patrząc na to ze strony,że to pierwszy podjazd do szydełka po dziesięciu latach,to chyba nie wyszło aż tak tragicznie...nigdy szydełko nie było moją pasją,ale zawsze gdzieś tam mi zostały pierwsze sweterki dla mojej Barbie skubane pod kołdrą z latarką pomiędzy stopami i wywalonym jęzorem(jak się bardzo skupiam,to mój język tak samoczynnie,bez żadnego znaku,wyłazi i suszy się,jak jakiś ślimak w promieniach słońca:)))...









...wiem,wiem,że wszystko jedną nitką,znaczy w sumie dwoma,ale jak już się wzięłam,to obudził się we mnie maniak szydełka,no i normalnie nie mogłam się powstrzymać,dziergałam tak długo,aż mi się nitki pokończyły:)...