wtorek, 21 grudnia 2010

i jeszcze kilka...

piszę to śpiewająco leciutkim operem:))
tralala uplotło mi się sztuk kilka...
i jestem z nich bardzo dumna
bo jednak,jak się raz czegoś naumiesz,
to nie ma bata,
nie zapomnisz,choćbyś bardzo chciał...











pozdrawiam przedswiątecznie wszystkich zaglądających:))

piątek, 26 listopada 2010

życie na diecie

przechodząc na dietę,zawsze,
cholera no zawsze chce mi się jeść!!!
choć obiecałam sobie,że będę jadła i piła,
to i tak jakiś diabełek siedzi i szepcze mi do ucha
-nie jedz,nie pij,nie żyj...
wymyśliłam więc sobie takie żarło zastępcze
do cieszenia ślepiófff...
uwierzcie,że mi pomaga:)



miło mi,że jeszcze ktos do mnie zagląda,
tym bardziej,że zapusciłam się,jak dziadowski bicz:))
pozdrawiam

wtorek, 5 października 2010

wymiankowo:))

jakiś czas temu umówiłam się na wymiankę z Mazmiką
zauroczona jej piękną biżuterią...:)ach...
obiecałam zrobić specjalnie dla niej kosz...
wyszedł mi jesienny...w końcu jesień mamy:)
ciekawe swoją drogą,jaki uplecie mi się kolejny...
pewnie zimowy...hehe...
po jednym na każdą porę roku:))
od razu też powiem,
że zdjęcia tego co dostałam,
zaiwaniam Monice z jej ma-kramiku,
ja nie jestem w stanie oddać piękna tego,czym mnie obdarowała...









a wszystkie te cuda+granatowa broszka w białe groszki zapakowane w takie piękne pudełeczko:))



uwaga,zdjęcia gorszej jakosci!!!
nie smiać się:))







dziękuję Monice za tą ekscytującą wymiankę...
jakby co,polecam się na przyszłosć:))

wtorek, 14 września 2010

wyniki arbuzobrania

mój przystojny przyjaciel Goryl,
tudzież przyjaciółka....hehe...
poproszony o dokonanie losowania,
chętnie na nie przystał....:))
odbyło się ono zgodnie z wszelakimi normami,
pod moim czujnym okiem:))
goryl nie podglądał,
nawet za bardzo nie małpował:))





szczęśliwą zawyciężczynią,
została...:



poproszę o adres na maila;)

dziękuję Wam pięknie za zabawę,
koleżankom forumowym i blogowym...
do następnego:))
pozdrawiam

czwartek, 26 sierpnia 2010

A-jak Arbuz,czyli lizanie na zawołanie

jak już się rzekło A,
trzeba też powiedzieć B...

jest to moje zaproszenie na słodkości:))
proszę tylko łapkę wyciągnąć,
zostawić komentarz pod postem,
no i oczywiście umieścić notkę na swoim blogu...
zapraszam również tych,
którzy nie posiadają swojego bloga,
wystarczy się tylko wpisać i rączki zacierać:))



losowanie 13 wrzesnia:))

czas start!!!

środa, 25 sierpnia 2010

nie lizać!

mowa o arbuzach oczywista:))
powstały już jakiś czas temu,
ale z przyczyn czysto leniwczych,
nie pochwaliłam się nimi...



mam jeszcze cos większego,
ale o tym dzisiaj szaaaa...
jutro,
jutro zapraszam na lizanie:)
ale to brzmi...
bez sprośnych mysli proszę:)

no i misio...
nic nie poradzę...
dobrze mi w ich towarzystwie:))

wtorek, 24 sierpnia 2010

lepiej późno niż wcale

zapisałam się na niedzielne misiowanie do BrOmby...
w niedzielę,jak to w niedzielę
zawsze cos wypada niespodziewanego...
szkoda bardzo mi było,
gdy wybiła godzina 16-sta,
a mnie nadal brakowało przed monitorem mojego kompa...eh
ale,jak widzicie nic mnie nie powstrzymało
przed stworzeniem tego cudnego misia...:))
bardzo miło się go robiło...
i skoro ja dałam sobie radę,
to każdy może...



został Cytrynkiem:)

sobota, 24 lipca 2010

z miłości do igieł

kochane nie napiszę zbyt wiele...
może tylko tyle,
że pierwsza osoba,która zamieści komentarz
pod igiełkowym serduszkiem,
otrzyma go ode mnie w prezencie...:))



...gorzej będzie,jak nikt nie napisze ani słowa...

pozdrawiam wszystkich bardzo bardzo bardzo:))

czwartek, 22 lipca 2010

plażowiczka

plażowiczka ze mnie giętka,
wcisnę wszystko,
nawet Mietka...
Mietek boską ma fryzurę,
trochę imituje kurę...
wcisnę nawet krowę,kaczkę,
a na koniec wykałaczkę...
ona małych jest rozmiarów,
spocznie koło dwóch dywanów...
jest tu sofa i komoda,
ola boga,ale zgoda...
nikt nie kłóci się z sąsiadem,
nikt nie warczy ponad stadem...
wszyscy z lekkim wybauszem,
ale w zgodzie przyznać muszę!!!



ale mi się ładnie zrymowało:))
pozdrawiam...

środa, 21 lipca 2010

afrykański powiew

upał dobija,ale radości jest wiele....

pierwsza-wymiankowa z Lubewą(uwielbiam:))) )

ja oczywista,odwdzięczyłam się,jak mogłam najlepiej...
tym razem afrykański powiew,
jakby komuś brakło ciepłoty w te wakacyjne miesiące...








spójrzcie jakie cuda dla mnie zrobiła Lubewa...





druga-iście łupownicza z rozgrzanych pól grunwaldzkich...
frywolitkowe kolczyki(w końcu się doczekałam takowych)...



trochę wełny do filcowania(bardzo mi się marzyła)...



i mierny efekt naszego z Łucją filcowania:))
dziewczyna strasznie się w to wciągnęła...
no i problemu brudnych rąk jakoś nie widać;)



naciągany ludek,nie chcecie wiedzieć,ile za niego zapłaciłam,
ponoć zrobiony z jednego kawałka sznurka,gdzieś w Tajlandii,
bez wykorzystywania małych,pracowitych dziecięcych rączek;)



ma znaleźć wszystko,co nieznajdywalne...hehe...

no i motyl....
ale to już dzieło sprytnych rączek mojej siostry...
prawda,że pocieszny?




to na tyle....
po tych wszystkich dniach ciszy,
to i tak wiele:))

pozdrawiam wszystkich odwiedzających
i życzę wiele cienia:))

wtorek, 22 czerwca 2010

z warkoczem

sobie raczej warkocza nie zaplotę...
a tak mi się marzy...
Łucji nie zaplotę...czasem da sobie kitajce zrobić,
ale i tak szybko,
i w pełnej konspiracji uwalnia swój kłak...:))
Mikowi już szybciej zapleść coś by można było,
tylko,że płeć mu przeszkadza w noszeniu zaplotów...
a rączki swędzą mnie straszliwie...
no muszę,chcę,zrobię!!!
i tak przez ostatni czas skręciłam trzy koszyczki...
-motylkowy,na walające się dziurkacze,zszywacze i różne inne inności
-kolorowy,myślę jeszcze...pokrywka z dziczą afrykańską zwieńczyłaby
dzieło...a tak na marginesie,ten koszyczek powstał z myślą
o pozbyciu się resztek kolorowych rureczek,których zawsze brakowało do
wymodzenia czegoś konkretnego...także,jak ktoś posiada takie resztki,
może sobie takiego koloraska spleść...
-brązowy z rączkami...bo zawsze mi jednej osłonki na beee doniczkę brakowało
i zawsze,jak coś sobie zrobiłam,to znalazł się chętny na owy produkt...

wszystkie trzy zakończone wariacjami warkocza...
ciężko mi teraz będzie uwolnić się od niego...
w głowie już rodzą się następne sploty,
także szykujcie się na następne koszykowe szaleństwo:))

pozdrawiam wszystkich odwiedzających i zostawiających ślad po sobie,
miło mi się Was czyta...zawsze...





wtorek, 25 maja 2010

wyjątkowa

bardzo wyjątkowa Kusudama Venus,
bo robiona z myślą o pewnej bardzo wyjątkowej osóbce...
miło mi się ją składało,
choć nie zaprzeczam,że długo...
tępa nie narzucałam sobie jakiegoś wielkiego,
codziennie starałam się choć kilka elementów poskładać...
a jest ich troszku....hehe....w sumie 144,jak dobrze policzyłam:))
co do koloru szarego...
zapomnieć mogłam,że uda mi się taki dostać na mieście w interesującej mnie ilości,
także wzięłam,jak zwykle zresztą w podbramkowych sytuacjach,
moje szare mazidło,które pierwotnie jest do barwienia tkanin,
a którego suma summarum używam do mnóstwa innych rzeczy...
pędzel w dłoń i naprzód...
idealnie nie jest,znaczy kolor nie jest gładki i jednakowy...
przez malowanie na kartonie,kartka dostała w prezencie specyficzny wzorek kartonowy
i kilka nawet fajnych przebarwień...
widoczne oczywiście było to wielce ,gdy kartka nie poskładana jeszcze,patrzyła się na mnie...
po złożeniu elementu,całość zanikała...
z początku nawet mnie to cieszyło...
z kolejną poskładanym elementem,ogarniał mnie lekki żal,że jednak nie widać tych wszystkich nie dociągnięć...
bo taka kartka tylko jedna na świecie,
jak osóbka pewna...jedyna w swoim rodzaju...

poniedziałek, 24 maja 2010

świnia jestem...

taka świnia ze mnie zwykła,
niezbyt smukła kukła...

nie dla mnie błoto,
bardziej kocham złoto...

od kapusty kiszonej stronie,
wolę grzać się na balkonie...

nie dla mnie z nóżek galaretka,
zbyt delikatna ze mnie kobietka...

jak więc mówię,
świnia jestem,
miłe słowa biorę hurtem...



środa, 19 maja 2010

Pudełko Kopciuszka

moje pierwsze pudełko...
widać:)...
wszystko z braku odpowiedniego papieru,
ale ten mi się tak bardzo podobał,
że postanowiłam spróbować....
myślę,że jak kiedykolwiek postanowię zrobić jeszcze jedno takie pudełusio,
to już wyjdzie mi o niebo lepiej...
no i postaram się o lepszy papier...
co do koralików...
godzinę prze siedziałam na podłodze,
segregując koraliki...
w myśli cały czas mając obraz Kopciuszka:))
taka ze mnie niby królewna od ładowania drewna...
Łucja miała się tym zająć,
aparycją bardziej przypomina bajkowe damy,
ale nie mogłam czekać do popołudnia,
aż wróci z przedszkola,
musiałam zobaczyć finał kopciuszkowego pudełka...
a poza tym i tak nie miałam nic lepszego do roboty:))



poniedziałek, 17 maja 2010

Kocurro

Jam Kocurro,
Nie do smarowania maści
I niech nikt nie mówi,
żem nie wart kłaków garści...







niedziela, 16 maja 2010

na jagody

...to znaczy,poszłabym już sobie na jagody:))
...uwielbiam ich smak,kolor i zapach...
...uwielbiam granatowy uśmiech,mój i moich dzieci...
...nic tak nie poprawia nastroju,jak ciasto z jagodami,
...koktajl maslankowo-jagodowy...mniam...
...no i kosz pełen grzybów...tak przy okazji...







kto jeszcze lubi jagody,ręka do góry:))
pozdrawiam

wtorek, 11 maja 2010

koszyczunio

mały....
w dwóch kolorach,czekolady i beżu...
malowany barwnikami do tkanin...
poprzedni koszyczek na cukierki uciekł mi i już zapewne zadomowił się u nowej włascicielki:))
z potrzeby przechowywania w czymś cukierasów,powstał nowy koszyczunio bliźniaczy...
do zdjęcia pozował z pustym brzuszkiem,ale mogę Was zapewnić,
że dumnie prezentuje się na stole ze smakowitym wypełnieniem:))

czwartek, 6 maja 2010

bimbajec

postanowiłam sobie stworzyć takiego bimbajca...
z braku innych kolorów,zastosowałam zielony-morski,
świetnie odświeża umysł...no i tak jakby lepiej mi się na zatokach zrobiło:))
już słyszę te salwy śmiechu makramowych dziewczyn...;))
no wiem przecież,że to nie mistrzostwo świata,
ale od czegoś trzeba zacząć...
nie lubię sobie stawiać poprzeczki za wysoko,
dlatego zawsze zaczynam od najłatwiejszych rzeczy,
które wciągną mnie lub nie...



na dokładkę przygotowałam coś ekstra...chyba....
beżowy kosz na nie wiem co...
zdobiony własnoręcznie....widać!...
te niewyraźne cienie,to murzyny miały być:))
no nie posiadam zdecydowanie zdolności rysowniczych...
mam nadzieję,że do końca go nie spaskudziłam własnym zdobnictwem...



ale jęczę i narzekam,aż sama siebie nie mogę czytać...
może znacie jakieś fajne humoropoprawiacze???
chętnie skorzystam bo nie cierpię tak się czuć!!!

dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze,
dzięki nim nie czuję się tak całkiem beznadziejna...