sobota, 20 lutego 2010

...i co z tych planów wyszło...

...szydło jakieś,ale najważniejsze,że pierworodnemu bardzo się podoba...nie bardzo wiedziałam,skąd szydłu skórę zieloną skombinować...przewertowałam wszystkie szafy w poszukiwaniu czegoś w tym kolorze...nic,jak na złość....trudno,myślę sobie,będzie zwykło szary lniany,najwyżej sobie pastelami kolornie na zielono i już...oj,nie bardzo mu się to podobało,ale jakoś przełknął brak zieleni i czekał na efekt końcowy...
dobrze szło,tak myślę,klecił się jakoś w miarę...nigdy nie wiem do końca,jak to będzie,szyję z głowy,wykroje robię na oko,więc sami rozumiecie...zamiast garnituru,poprzestałam na koszuli,no i eleganckich spodenaskach...kapelusik szydełkowy...
...co do koloru skóry,mąż-wąż podpowiedział,że przecież mogę go bejcą malnąć...piłeczka odbiła mi się trzy razy o głowę i już...cudny pomysł,tym bardziej,że akurat miałam gdzieś na dnie kartonu zieloną bejcę...
...tak się zielone szydło narodziło...
czy podobny?sami oceńcie....:))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz