pierwsza-wymiankowa z Lubewą(uwielbiam:))) )
ja oczywista,odwdzięczyłam się,jak mogłam najlepiej...
tym razem afrykański powiew,
jakby komuś brakło ciepłoty w te wakacyjne miesiące...



spójrzcie jakie cuda dla mnie zrobiła Lubewa...


druga-iście łupownicza z rozgrzanych pól grunwaldzkich...
frywolitkowe kolczyki(w końcu się doczekałam takowych)...

trochę wełny do filcowania(bardzo mi się marzyła)...

i mierny efekt naszego z Łucją filcowania:))
dziewczyna strasznie się w to wciągnęła...
no i problemu brudnych rąk jakoś nie widać;)

naciągany ludek,nie chcecie wiedzieć,ile za niego zapłaciłam,
ponoć zrobiony z jednego kawałka sznurka,gdzieś w Tajlandii,
bez wykorzystywania małych,pracowitych dziecięcych rączek;)

ma znaleźć wszystko,co nieznajdywalne...hehe...
no i motyl....
ale to już dzieło sprytnych rączek mojej siostry...
prawda,że pocieszny?

to na tyle....
po tych wszystkich dniach ciszy,
to i tak wiele:))
pozdrawiam wszystkich odwiedzających
i życzę wiele cienia:))

same cudeńka :)
OdpowiedzUsuń na zawszepozdrawiam serdecznie :)
Wspaniała wymianka!
OdpowiedzUsuń na zawszeAfrykański powiew wspaniały jest, makramową biżuterię śliczną dostałaś, a frywolitki piękne...życzę sukcesów w filcowaniu :)
Pozdrawiam serdecznie