środa, 21 lipca 2010

afrykański powiew

upał dobija,ale radości jest wiele....

pierwsza-wymiankowa z Lubewą(uwielbiam:))) )

ja oczywista,odwdzięczyłam się,jak mogłam najlepiej...
tym razem afrykański powiew,
jakby komuś brakło ciepłoty w te wakacyjne miesiące...








spójrzcie jakie cuda dla mnie zrobiła Lubewa...





druga-iście łupownicza z rozgrzanych pól grunwaldzkich...
frywolitkowe kolczyki(w końcu się doczekałam takowych)...



trochę wełny do filcowania(bardzo mi się marzyła)...



i mierny efekt naszego z Łucją filcowania:))
dziewczyna strasznie się w to wciągnęła...
no i problemu brudnych rąk jakoś nie widać;)



naciągany ludek,nie chcecie wiedzieć,ile za niego zapłaciłam,
ponoć zrobiony z jednego kawałka sznurka,gdzieś w Tajlandii,
bez wykorzystywania małych,pracowitych dziecięcych rączek;)



ma znaleźć wszystko,co nieznajdywalne...hehe...

no i motyl....
ale to już dzieło sprytnych rączek mojej siostry...
prawda,że pocieszny?




to na tyle....
po tych wszystkich dniach ciszy,
to i tak wiele:))

pozdrawiam wszystkich odwiedzających
i życzę wiele cienia:))

2 komentarze:

  1. same cudeńka :)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała wymianka!
    Afrykański powiew wspaniały jest, makramową biżuterię śliczną dostałaś, a frywolitki piękne...życzę sukcesów w filcowaniu :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń