piątek, 26 lutego 2010

srebro z rudym wypełniaczem

po tytule chyba nie czujecie się rozczarowani...jest i srebro,i rude dopełnienie...nie wiem tylko(jeszcze)czy uradowało sześcioletniego Nikodema owe owo...dowiem się zapewne za niedługi czas,kiedy do domostwa powróci małoletnia Łucja i zacznie świergotać czego to nie było na urodzinowym przyjęciu kuzyna...szczerze to już nie mogę się doczekać:))

kosz pomalowany został srebrną farbą do metalu...do kompletu...jeden podobny już trafił do łapek solenizanta na święta,przeznaczenie,skup Gormitów...dostałam cynk,że już się mu zawartość nie mieści...więc nie było na co czekać,tylko zabrać się za wyplecenie i mało ciekawe malowanie,do tego raczej śmierdzące...dobrze tylko,że farba szybko schła bo nie wiem ile jeszcze rodzinka zniosła by tego smrodku:))

a w środku czekała ruda niespodziewajka...króliczek...mało oryginalne???
ale tak fajnie się je szyje,że nie mogę się powstrzymać:))

ooooo i jeszcze powiedzcie mi,co myślicie o nowym tle?





sobota, 20 lutego 2010

Cziken

wzięło mnie na te cudaki:))
muszę przyznać,że nawet nieźle mi się je szyje...





rodzinnie...




kurak barwiony bejcą(żółcień) i bordowym barwnikiem do tkanin,coś ostatnio wzięło mnie na takie mazidła(tańsze i wydajniejsze),poza tym świetnie sprawdzają się przy papierowej wiklinie...
efekt skrzydeł kurakowych jest uboczny,wszystko przez szybkie suszenie na grzejniku,ale tak sobie myślę,że nawet nieźle wygląda...takie niby pióra:))

...i co z tych planów wyszło...

...szydło jakieś,ale najważniejsze,że pierworodnemu bardzo się podoba...nie bardzo wiedziałam,skąd szydłu skórę zieloną skombinować...przewertowałam wszystkie szafy w poszukiwaniu czegoś w tym kolorze...nic,jak na złość....trudno,myślę sobie,będzie zwykło szary lniany,najwyżej sobie pastelami kolornie na zielono i już...oj,nie bardzo mu się to podobało,ale jakoś przełknął brak zieleni i czekał na efekt końcowy...
dobrze szło,tak myślę,klecił się jakoś w miarę...nigdy nie wiem do końca,jak to będzie,szyję z głowy,wykroje robię na oko,więc sami rozumiecie...zamiast garnituru,poprzestałam na koszuli,no i eleganckich spodenaskach...kapelusik szydełkowy...
...co do koloru skóry,mąż-wąż podpowiedział,że przecież mogę go bejcą malnąć...piłeczka odbiła mi się trzy razy o głowę i już...cudny pomysł,tym bardziej,że akurat miałam gdzieś na dnie kartonu zieloną bejcę...
...tak się zielone szydło narodziło...
czy podobny?sami oceńcie....:))

środa, 17 lutego 2010

Bonnie Blue

jak z filmu pewnego,do którego bardzo lubię wracać...mam tylko nadzieję,że króliczkówna nie skończy tak samo,jak jej imienniczka...szkoda by mi jej było i to bardzo...no,ale niczego nie można przewidzieć,a już na pewno,gdy daje się coś w rączki młodocianej "molderczyni":))...szczęście tylko,że Blue przeżyła swój pierwszy dzień w przedszkolu,gdzie przewędrowała zapewne przez kilka łapek takich samych gogusiów:))
..ja póki co tkwię w wytyczonym planie dnia,zaczęłam nawet całkiem całkiem,potem nieco zwolniłam,aż do teraz,kiedy czas wymodzić jakąś koszulę...ciekawe co mi z tego wszystkiego wyjdzie...

...no i właśnie paczkę pan mi przyniósł...
aaaaa,jutro wszystko napiszę i pokażę,oj bo jest co pokazywać...
teraz to już na pewno nie skończę,ubrałam się w kolczyki i co rusz podchodzę do lustra:)



...w planach...:))

jak zapewne się domyślacie,ciągle coś dłubię,skubię,plotę i miotę...powstał dzban,wypleciony oczywiście,na kształt takich staroegipskich cudeniek...czeka na malowanie i ozdabianie..nie chciałabym zmarnować mojej pracy na finiszu...dlatego jeszcze przeżuwam jego ostateczny obraz...wczoraj dzionek spędziłam na szyciu króliczkówny dla młodocianej:))Blue,bo tak dostała na imię,wyszła mi całkiem,całkiem...niestety z przyczyn kiepsko-świetlnych nie poczyniłam jeszcze żadnych zdjęć,nadrobię to dzisiaj,jak obie wrócą z przedszkola:))
a w planach...no i tu śmiać mi się strasznie chce...plan na dzisiaj napisany odręcznie przez mojego syna....:))







w trzech odsłonach jednej ksero kartki...

piątek, 12 lutego 2010

a mi tęskno do wiosny

oj tęskno i to bardzo bardzo...wczoraj znowu spadł śnieg...niby nie aż tak strasznie zimno,ale porywisty wiatr robił swoje...jadąc na zajęcia do moich babek,pan w radiu informował o wielgaśnym zatorze od Świecia do Grudziądza...myślałam,że już nigdzie nie dojadę...okazało się jednak,że ciężej było mi wrócić...od kilku dni śnią mi się kwiaty,bibułkowe magnolie,pachnące bzy...jejciu,jak bardzo bym chciała wtulić twarz w taki bzowy bukiet:))tak mi się chce kroczyć po suchym chodniku,wychylać twarz do słońca...jestem skłonna nawet z uśmiechem znieść alergie na pyłki,żeby tylko już pozbyć się zimna i śniegu,i śmierdzącego kominem powietrza...
w oczekiwaniu na pierwsze oznaki wiosny,skleiłam kolejną malutką kusudamkę i popełniłam cztery zakładki według własnego pomysłu na wymiankę zakładkową...
...no i anioł z rodziny Zbigniewów został poczyniony,ale to typowo pod zamówienie...
wychodzi na to,że takie anioły mogą służyć cały rok:))



czwartek, 4 lutego 2010

kusudamy

jejciu,jak ten czas leci...przed chwilą świętowałam Nowy Rok,a tu już luty się zaczął...nie narzekam,że czas szybko leci,właściwie niech skończy się już ta zima bo strasznie mnie męczy....zresztą nie tylko ona...jakieś fatum chyba nade mną wisi...ciągle jakieś problemy,jak nie włamania do zakładu mojego małża,całkowite padnięcie dysku,to dziś na ten przykład bankomat kartę mi zeżarł:((z nerwów i bezsilności aż się popłakałam...ciekawe co przyniesie jutro,strach się bać normalnie....choć co gorsza,dzisiaj się jeszcze nie skończyło i może mnie jeszcze zaskoczyć...ostatnie tygodnie spędziłam na składaniu karteczek,bardzo mnie to wciągnęło,pozwala nie myśleć o wszelakich problemach...tak sobie siedzę,jak świstak jakiś i w całkowitej ciszy,przede wszystkim umysłowej,klecę moje kusudamy....





...za przykładem Anny z Pracowni Koroneczka uwolniłam swoje komentarze...
zapraszam wszystkich bardzo serdecznie do komentowania:))