niedziela, 25 kwietnia 2010

niby glut

no bo taki wyciągnięty jakiś wyszedł...
dzisiaj urodzinki pewnej dziewczynki...zaraz będziemy się zbierać...
jeszcze tylko Łucję trzeba wypięknić i w drogę...
w głowie mi jeszcze szumi po wczorajszym wieczorze,byłam bardzo niegrzeczna,
zakończenia nie pamiętam,ale ponoć nie było tak źle...z wiekiem człowiek uczy się samokontroli w wypadkach nieprzewidzialnych,chociaż czasem jeszcze mi się zdarza bycie całkowitą wariatką:))
ładnie za oknem się zrobiło,trzeba to jakoś wykorzystać,tak na łonie natury...
hmmm...te łono:))





piątek, 23 kwietnia 2010

szkoda gadać...

chyba wypadłam z wprawy,nie idzie mi już,tak jak kiedyś....a może to moje oko zbyt krytyczne się stało i widzi zbyt dużo...albo zmyśla sobie,niewdzięczne jakieś...
może to ta wiosna,co z przyjściem się ociąga...zwalić w zasadzie można na każdego...
niech będzie,że to wina pana kominiarczyka,któremu kanały się nie zgadzają i szuka dziury w całym...:))



a może jednak nie jest tak źle..?
powiedzcie bo puchnę,nie znając odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie....

środa, 14 kwietnia 2010

taka owca:))

całkiem z przypadku do życia powołana...uszyta w pośpiechu,choć starannie(no starałam się,jak mogłam)...niejeden pewnie przyczepiłby się do jakiś tam szczególików,ale dla mnie i moich najbliższych pozostanie na zawsze wielkim przesłodziakiem:))

wtorek, 13 kwietnia 2010

pióra cień...

mówiłam już,że zostałam stracona dla świata?...pogrzebałam się sama w tych przeklętych papierkach...ostrzegano mnie...i to nie raz i nie z jednych ust....nie słuchałam...głupia jakaś...
miałam prze wielki zamiar w końcu wrócić do wyplatania...nic z tego,jeszcze nie teraz...jakiś duch niedobry zawsze zostawia kartkę papieru przede mną...a ona woła do mnie"złóż mnie,złóż mnie...nie bądź taka..."no nie jestem TAKA,nie mam zamiaru TAKĄ zostać...więc posłusznie biorę pustą karteczkę w dłonie i modeluje na obraz JAKIŚ,żeby stała się CZYMŚ...a ona się taką,o dziwo,staje...
obiecałam sobie w roku zeszłym,że złożę takiego Kasmatkowego łabędzia...obiecałam i dotrzymałam słowa...to już drugi,choć nieco większy,nieco to skromne określenie,składa się z jakiś 1000-ca modułów...jestem z niego strasznie dumna...do środka,jakby serce jakieś,włożyłam miseczkę glinianą,która kiedyś wpadła mi w łapki,na tzw.wykopaliskach,a która nie miała przez ten czas żadnego przeznaczenia...stała taka smutna na półce i kurz zbierała,a w niej jakieś śrubki non stop balangę sobie robiły...więc uratowałam tą bidulkę,myślę,że razem tworzą idealną parę:))



a oto Kasmatka i jej łabędziowy kursik
dziękuję:))i pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie:))

niedziela, 11 kwietnia 2010

idę spać...

dla pewnej młodej damy...już wiem,że bardzo sobie do gustu panienki przypadły...
nie mają problemów z podzieleniem się łóżkiem...i dobrze,można spokojnie odetchnąć i zabrać się za kolejne rzeczy...nie muszę mówić,że origami modułkowe wciąga,po jednym łabędziu zostałam pożarta przez tego bakcyla:))